sobota, 8 marca 2014

Rozdział 1

Wstałam z łóżka. Była 6:00 rano. No tak, znów ta sama szara codzienność… Wyszłam z pokoju i ruszyłam w stronę łazienki. Babcia jeszcze spała. Cicho zamknęłam za sobą drzwi, nie chcąc jej obudzić. Weszłam do łazienki spojrzałam w lustro. Patrzyła na mnie 16 – letnia brunetka z długimi włosami i dużymi brązowymi oczami. Byłam okropna. Nie chciałam na siebie patrzeć! Zacisnęłam powieki. „Nie płacz!” – usłyszałam w swojej głowie. Westchnęłam. Było tak samo jak zawsze. Nikogo nie darzyłam taką nienawiścią jak samej siebie. Nie potrafiłam określić dlaczego tak jest… Po prostu tęsknota za mamą i emocje, które musiałam skrywać w sobie każdego dnia… To mnie po prostu przerastało. Często myślałam jakby to było mieć normalne życie. Mieć mamę, tatę, przyjaciół, którzy zawsze będą przy tobie. Tych wszystkich rzeczy nie miałam. Co miałam? Miałam malutkie mieszkanie w 10 piętrowym bloku. Miałam wiele nieszczęść i smutków, z którymi nie umiałam sobie poradzić. Miałam także babcię i to było chyba jedyną rzeczą jakiej los nie postanowił mi zabrać. Kochałam babcię ponad wszystko. Od czasu tragedii to ona opiekowała się mną, wychowywała… Zamieszkałyśmy u niej w tym małym mieszkanku. Była to jedyna osoba, którą miałam. Jedyna…
Umyłam się i wyszłam z łazienki. Za niecałe 2 godziny zaczynały się lekcje. Nie miałam zamiaru iść dzisiaj do szkoły. Nie chodziłam do niej zbyt często. Pojawiałam się tam tylko wtedy, kiedy miałam ochotę, czyli właściwie nigdy… Szkoła mi obojętna. Wiedziałam, że choć będę tam chodzić i tak nie dam rady skupić myśli i nauczyć się czegoś. Chodziłam już do podstawówki i do gimnazjum. W podstawówce uczyłam się dobrze, w gimnazjum także, ale już pod koniec 3 klasy zaczęłam chodzić na wagary. Od rozpoczęcia nowego roku w liceum w klasie pojawiłam się tylko 3 razy… Nie lubiano mnie tam, ja też nie lubiłam tego miejsca więc… po co miałam tam chodzić?
Gdy wyszłam z łazienki babcia była już na nogach - Oo… Już wstałaś, Hope?
Od razu mówię, że nie wiem i nigdy pewnie nie dowiem się dlaczego mnie tak nazwano. Nadzieja… Podobno to mama wymyśliła to imię.
- Tak… - odpowiedziałam krótko i przytuliłam babcię.
- Rozumiem, że nie idziesz do szkoły?
- Nie.
- Dobrze… Co zjesz na śniadanie?
Kochałam babcię za to, że nigdy nie mieszała się w moje sprawy. Wiedziała dobrze ile w życiu przeszłam i rozumiała mnie we wszystkim. Uważała, że jestem już wystarczająco duża i dorosłam do podejmowania własnych decyzji. Weszłam do „salonu”. Mówię tutaj o ciasnym pomieszczeniu połączonym z „kuchnią”.  W kącie pokoju stała kanapa, na której sypiała babcia. Obok niej stał mały stoliczek i krzesło ( zastępujące fotel ).  Przy ścianie stał stół, przy którym razem z babcią jadłyśmy posiłki. Kuchnia była równie mikroskopijnych rozmiarów co salon. Babcia włączyła czajnik, by zaparzyć herbatę.
- Pomogę ci, babciu. – powiedziałam i już po chwili wspólnie przygotowywałyśmy śniadanie. Po zjedzeniu posiłku postanowiłam przewietrzyć się i pójść na krótki spacer.
Wyszłam z domu. Chłodny wiatr rozwiał moje włosy. Założyłam czarną bluzę i ruszyłam przed siebie. Postanowiłam, że dzisiaj pójdę do małego lasku, który znajdował się niedaleko mojego domu. Po 30 minutach byłam już na miejscu. Był początek wiosny, więc wszystko w lesie dopiero budziło się do życia. Na szczęście wytyczono tu szlak więc ruszyłam wyznaczoną drogą. Szłam i szłam podziwiając piękno przyrody. Nagle usłyszałam za sobą jakiś szelest. Obejrzałam się lecz niczego nie zobaczyłam. Pomyślałam, że to na pewno dzikie zwierzęta, to chyba logiczne. Szłam dalej. Miałam dziwne wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Zdawało mi się, że słyszałam za sobą czyjeś kroki. Obejrzałam się znowu. Nikogo nie było widać. Nie należałam do osób, które przejmowały się byle czym. Kolejny raz usłyszałam jakiś szelest. To zaczynało być już wkurzające.
- Kim ty jesteś, do cholery! Jak chcesz to wyjdź, a nie chowaj się jak jakiś dureń! Nie myśl, że będę się ciebie bać… Ja się NIE BOJĘ!! – krzyknęłam, a moje ostatnie słowa odbiły się echem po lesie.

- Skoro chcesz… - usłyszałam czyjś męski głos. Przeszedł mnie bardzo nieprzyjemny dreszcz. Może trochę przesadziłam z tą odwagą… Zaczęłam powoli wycofywać się w stronę, z której przyszłam. Zobaczyłam jak na ścieżkę pada  czyjś cień. „Cholera!”  - przełknęłam ślinę i obejrzałam się za siebie. To co zobaczyłam przechodziło wszelkie ludzkie pojęcie. Stałam sparaliżowana ze strachu bojąc się wykonać jakikolwiek ruch.
_________________________________________________________________

No hejj! ;) No to mamy 1 rozdział! Początek może trochę nudny, ale mam słabość do długich wstępów xD Przeczytałeś? Zostaw komentarz i napisz mi co myślisz o moim blogu... To dla mnie BARDZO ważne, znać waszą opinię.
Do zobaczenia ;**

2 komentarze:

  1. No fajny rozdział, ale za krótki no ;)
    dobrze, że nie muszę czekać na drugi.
    Już do niego zmykam :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny, ciekawe, co dalej ;)

    OdpowiedzUsuń